Opowiadania

 

 

 

 

 

 

 

 

"Koński Świat"

    I. Pierwsze dni nad "Doliną Dzikiego Mustanga"

    II. Zmierzch nad pustynnym krajobrazem...

    III. Mój pierwszy własny koń

    IV. Zaginął, lecz go odzyskam

 

"Opowieści końskiej treści o mojej największej miłości"

    I. Pierwsze spotkanie  

    II. Przeprowadzka

     III. Nie ma jak dobry przyjaciel    

     IV. Co to jest spacer po lesie ?

     V. To się nazywa miłość od pierwszego słowa     

     VI. Rozstanie    

     VII. Bielawa, Zair i Rubin     

 

 

No i są pierwsze opowiadania, które mówią o małej dziewczynce o imieniu Iza, która wraz z mamą mieszka w Ameryce wśród dzikich mustangów. Ich autorką jest Monika Januszkiewicz
   
 

,,Koński Świat" 

   
I. Pierwsze dni nad "Doliną Dzikiego Mustanga"

- To jesteśmy! - powiedziała mama do 7 letniej Izy.

Przed nimi stał mały, wyglądający jak ruina biały domek. Twarz matki ukazywała zakłopotanie. Weszły jednak do środka.
- Trochę tu pusto i tak smutno jakoś - stwierdziła Iza.
- Tak kochanie niestety.
- Luna ! - Iza zawołała psa, lecz ten nie przyszedł. Dziewczynka więc poszła po niego i ujrzała swojego psiaka ganiającego za klaczą i źrebakiem.
- Mamo! Luna biega za konikami! - wrzasnęła.
Matka Izy poszła na taras i przywołała do siebie psa, a Izunia w tym czasie podeszła do koni, a te o dziwo nie uciekły. Stała tak przez chwilę patrząc na nie, w końcu zbliżyła się i pogłaskała źrebię, a potem klacz. Konie jednak zadecydowały powrót i odeszły, a Iza wróciła do mamy i powiedziała.
- Mamo ja strasznie chciałabym mieć konika.
- Będziesz ich jeszcze miała bardzo dużo.
Poszły rozpakować walizki i troszkę odkurzyć dom. Gdy Iza zasnęła, kobieta podeszła do okna i patrzyła się na zachodzące słońce i usłyszała tętent kopyt. Dwa ogiery walczyły ze sobą, a za nimi stały klacze. Widok ten powtarzał się codziennie. Pewnego poranka Izka zawołała mamę, bo do ich zagrody wbiegła ta sama klacz i ten sam źrebak co wtedy.
- Postaramy się je udomowić - rzekła mama.
Twarz dziewczynki rozpromieniła się. Mama Izy wiedziała, że nie myli się mówiąc, że będzie miała dużo koni. Zaczęła więc tłumaczyć córce, że to dzikie konie i nie znają one człowieka i mogą być niespokojne. Tak mijał im dzień nad pracą z końmi, a matka przypomniała sobie o zachodzącym słońcu i mustangach które wtedy galopują i postanowiła pokazać to Izie...

 

II. Zmierzch nad pustynnym krajobrazem...

 

- Patrz już zmierzcha – powiedziała odważnie Iza do mamy.

- Tak Izuniu.

- To, czemu tu stoimy!? – śmiało spytała Izka.

- Chcę ci córuni pokazać zmierzch nad pustynnym krajobrazem – coś, czego nie widziałaś.

Obie wyszły na taras domku i czekały, nagle w oddali usłyszały cichutkie odgłosy kopyt, potem coraz głośniejsze, aż pies zaczął ujadać.

- Mamo to konie pędzą!- Krzyknęła dziewczynka

- Tak, tak…

Na czele stada stanął siwy ogier, za nim wiele klaczy i źrebiąt. Nagle, ze środka wyskoczył piękny kary koń, sierść miał nie poharataną od sporów– był cudowny. Zaczęła się walka dwóch wspaniałych mustangów, walka, która idealnie zlewała się z krajobrazem i czerwono-żółto-granatowym niebem. Tak spierały się ze sobą dwa ogiery, dopóki mała Iza nie wyskoczyła na środek i nie poszła do nich. Zaciekawili się. Siwek zadarł głowę do góry i uciekł, a czarny koń podszedł, dał się pogłaskać i wsiąść Izie na siebie. I tak zaczęła się przyjaźń,a gdy na oczach matki Iza odjeżdżała w świetle bladego zachodzącego słońca, na jej twarzy pojawiły się uśmiech i łzy. Taki to właśnie był zmierzch nad pustynnym krajobrazem…

 

III. Mój pierwszy własny koń

 

Ogier, z którym tak polubiła się Iza okazał się bardzo przyjazny i co najlepsze niski, miał ok. 137 cm w kłębie, bo zresztą mustangi zbyt wysokie nie są. Mama - która miała na imię Joanna, postanowiła go oswoić, bo z klaczą i źrebięciem szło jej całkiem nieźle. Przez kilka dni męczyły się z ogierem, ale w końcu osiągnęły swój cel, osiodłały Madiego- bo tak Iza nazwała konia. Jeszcze tydzień trwało zanim Izunia dosiadła swojego konia, ale on nie miał nic przeciwko temu, żeby dziewczynka siedziała mu na grzbiecie. Iza potrafiła jedynie stępować na koniu, robić młynki i troszeczkę kłusować. Dopiero teraz zaczęła się jej nauka - mama była instruktorką jeździectwa. Madi był idealnym koniem, wykonywał wszystkie polecenia, był spokojny i mała Iza szybko opanowała zasady kłusa. Klacz też udało się ujeździć i po kolejnych 2 tygodniach Iza i p. Joanna pojechały w teren, co prawda nie kłusowały ale wszystkim się podobało. Następnego dnia Iza przyglądała się jak mama galopuje na swojej klaczce o imieniu Fraza. Kobyła okazała się trochę szalona, ale nikomu to nie przeszkadzało - była pięknie umaszczona, dokładniej maści izabelowatej, choć według Izy to jej kary Madi był piękniejszy. Teraz coraz częściej siedziała na jego grzbiecie, bo sprawiało jej to ogromną przyjemność, jeździli w teren, uwielbiali się. Ogier miał ok. 6 lat, więc był młody i Iza była pewna, że będzie na nim jeszcze galopowała i skakała przez przeszkody. Źrebię maści gniadej okazało się również być klaczką, więc dano jej na imię Fantazja. Iza spodziewała się że jej pierwszym koniem będzie kuc szetlandzki o powolnych ruchach, ujeżdżony przez jakiegoś słynnego zaklinacza koni. Tymczasem jej koń był dzikim mustangiem, który poznał człowieka dopiero teraz, a ujarzmiła go jej mama. Był szybki, zwrotny, samodzielny, ale posłuszny. Dziewczynka określała Madiego jako "ideał konia"...

 

IV. Zaginął, lecz go odzyskam

 

Iza obudziła się b. wcześnie i jak zwykle poszła do Madiego, lecz ogiera nie było. Ujrzała jedynie otwarte drzwi od jego zagrody i coś co poruszyło jej uczucia- przecięty sznur, który przytrzymywał jej konia i kawałek zdartej sierści i włosów z ogona Madiego. Rozpłakała się, aż obudziła mamę. Gdy Joanna dowiedziała się o zbrodni wpadła w szał, wiedziała, że koń nie uciekł tylko go ktoś ukradł. Zrobiły ogłoszenia, poszły na policję. Iza wiedziała, kto wiedział o Madim, ale co z tego jak ta osoba wyjechała tydzień temu. Chciała tylko jednego, żeby Madiemu nic się nie stało. Bez zgody mamy wsiadła na Frazę i pojechała szukać konia - nie znalazła go jednak, a mama denerwowała się tylko. Gdy Iza wróciła matka rzekła:
- Czemu gdzieś pojechałaś, pewien pan dał mi wiadomość, że jest na targu kary ogier ok. 140 cm w kłębie ze zranieniem na udzie. Szybo jedziemy.
Pojechały na targ a oczy Izy zrobiły się ogromne z przerażenia i wypełniły się łzami. Obce małżeństwo prowadziło Madiego ze sobą do domu. Mama interweniowała.
- Dzień dobry, piękny koń, którego właścicielką jest moja córka.
- Maaaddiii! - krzyknęła Iza, a koń momentalnie odwrócił łeb w jej stronę i przywitał się z dziewczynką.
- Ale my przed chwilą tego konika kupiliśmy. - powiedział mężczyzna.
- Wiem ale koń należy do mojej córeczki ma na imię Madi, ok. 6 lat i ok. 137 cm w kłębie.
- Tak rzeczywiście, o imieniu nie wiedzieliśmy, ale reszta się zgadza.- odrzekła kobieta
- I waży 300 kg - dodała Joanna
- Taak - ze zdziwieniem odparła kobieta
Iza stała przytulona do ogiera i płakała szepcząc.
- Jesteś mój, znalazłam cię, ale ktoś chce mi ciebie znowu zabrać, ja tego nie chcę.
Małżeństwo spojrzało na dziewczynkę i oddało w jej ręce konia mówiąc.
- On należy do ciebie, nie możemy zabrać ci przyjaciela, ale pomożesz nam schwytać jakiegoś konika dla naszej córki prawda?
- Tak z chęcią...

 

Monika Januszkiewicz         

  Mamy kolejne opowiadania nadesłane przez Sonię, które opowiadają o jej koniu, jak to on widział świat parę lat temu.

"Opowieści końskiej treści o mojej największej miłości"

I. Pierwsze spotkanie

 

       ... Właśnie rozpoczął się nowy, piękny poranek. Ptaki śpiewały, kogut oznajmiał, że

wstało słońce, świnki chrumkały czekając na jedzenie, a krowy muczały donośnym głosem

bo ich wymiona były pełne mleka.

            Młody otworzył oczy i rozglądnął się po boksie. Mama stała już przy drzwiach i lekkim głosem odezwała się :

-Dzień dobry syneczku

-Cześć mamo -odpowiedział radośnie

Leżał jeszcze przez chwilę, a później zerwał się i otrzepał z resztek słomy. Pochodził chwilkę i rozprostował kości, jeszcze pobrykał i doszedł do mamy.

Za drzwiami widać było już rozbudzone słońce,

niebo było prawie bezchmurne a w powietrzu roznosił się zapach świeżego

siana, które zaraz dostaną na śniadanie. Mama zaczęła się niepokoić :

-Już to jedzenie powinno być

-Przestań, widzisz idzie już nasze siano i owies- uspokoił mamę

Mira zaczęła cicho rżeć, a Młody wraz z nią.

Wreszcie dostali swoje śniadanie. Meteor zatopił nosek w pysznym sianku, a Mira zajadała owies. Po jedzeniu przyszedł czas zaczerpnąć trochę powietrza.

Gdy tylko Młody opuścił boks zaczął szaleć :

galopować, wierzgać i brykać, a Mama podążała za nim statecznym kłusem. Teraz mógł podjeść trochę trawy, to nie to samo co siano.

Gdy tak skubał sobie zieleń podeszła ciotka siwa :

-Cześć mały

-Cześć ciociu, pobawisz się ze mną ?

-No to uciekaj bo jak cię złapie ...!

I ciotka siwa ruszyła w pogoń za Młodym, a on z radością małego dziecka uciekał jej, robił zwroty i uniki, uciekał w prawo i w lewo. Tak spłynął mu kolejny kawałek dnia. Niestety ciotka w końcu się zmęczyła.

-Pobaw się sam mały, bo ja muszę sobie trochę odpocząć

-No niech ci będzie ciociu . Zabawa samemu nie była taka zła.

 

Młody udawał, że boi się dmuchawca, odskakiwał od motylków i biegał wokół

matki.

Popołudniu przyszli dwunodzy i pościągali konie. Kiedy wrócili do boksu, przed

ich ,,mieszkankiem" pojawili się dwaj ludzie-tak nazwała ich mama choć Meteor nie rozumiał dla czego właściwie ,,ludzie''. Mogli się przecież nazywać dwunogimi końmi. W każdym razie jeden, a właściwie jedna wzięła mamę, a drugi ludź trzymał drzwi.

Kiedy Mira wyszła z tą ,,panią''- jak to nazwała mama, Młody chciał iść za nimi, ale wtedy ktoś mu zamknął drzwi przed nosem.

Meteor płakał przeraźliwie, ale mama nie wróciła. Zamiast

niej przyszli owi dwaj ludzie. Młody aż trząsł się ze strachu, bo co on taki bezbronny mógł zrobić takim strasznym istotom jak ludzie,

którzy w dodatku zabrali jego matkę.

Jeszcze długo rżał za Mirą, ale nic ani nikt mu nie odpowiadał. Tym czasem ludzie zaczęli się do niego zbliżać z czymś niebieskim

-co niby nazywało się kantarem, mama też miała kantar tylko że zielony.

Pamiętał jak zawsze próbował go mamie ściągać.

Po chwili nieudolnego uciekania przed panią Mamy Meteor stanął w kącie,

 a owa dziewczyna podeszła do niego. Przez długi czas mówiła do niego lekkim i łagodnym głosem, co nawet go uspakajało, a potem szybkim ruchem nałożyła mu ten niebieski kantar. Młody aż odskoczył z wrażenia,

żeby ktoś go tak załatwił po prostu nie mógł uwierzyć. Ale długo się nie mógł zastanawiać bo ten drugi ludź właśnie ciągnął go za kantar. Próbował się opierać lecz nagle usłyszał Mamę. Wyparzył galopem i już, już chciał biec, ale ktoś go zatrzymał był to ten człowiek, co przed chwilą próbował wyciągnąć Meteora z boksu. Zauważywszy to Młody wytężył się i z całej siły szarpnął uwolniwszy się pobiegł do Mamy, którą już z daleka widział. Mirra przywitała go rżeniem, a on wtulił się pod nią by dostać się do mleka.

W tym czasie dziewczyna podeszła do Miry i zaczęła ją czyścić

- tak nazwała to Mama tłumacząc Meteorowi. Mamy pani musnęła Młodego szczotką on odskoczył ze strachu lecz po chwili wrócił  po jeszcze, bo wydało mu się to przyjemne. Po dokładnym wyczyszczeniu Miry dziewczyna zaprowadziła ją do boksu, a Meteor podążył za nią już bez przeszkód.

     Wieczorem dostały siana i owsa, a po zjedzeniu kolacji położyły się na świeżej ściółce. Jeszcze na chwile odezwała się Mama:

-Dobranoc moje słoneczko

-dobranoc Mamuniu-odpowiedział jej.

Młody rozmyślał nad minionym dniem i wszystkich nowych rzeczach, które dzisiaj poznał.

Z nadzieją że następny dzień będzie równie ciekawy zamknął oczy i spokojnie zasnął.

 

II. Przeprowadzka

 

Poranek zaczął się pięknym wschodem słońca. Młody otworzył swe piękne oczy na świat. Nie wiedział dlaczego, ale obudził się o wiele wcześniej niż zwykle. Mama jeszcze leżała, a za drzwiami rozpraszała się mleczna mgła.

Parsknął głośno i zerwał się tak gwałtownie że aż mamę

obudził z resztek snu:

-Hej, Mały jak ci się spało?

-Dobrze, a tobie?

-Nie narzekam-odrzekła mu dość smutno

Po niedługiej chwili dostały siano i owies, a potem wyprowadzono je na dwór. Zdziwiony Meteor zapytał mamę:

-Czemu tak wcześnie dziś jedliśmy i dlaczego już jesteśmy na dworze i czemu nie ma ciotki siwej? -denerwował się.

-Sama nie wiem, ale też się martwię -odpowiedziała

Już po chwili dowiedziała się, o co szło. Pod wybieg podjechała bukmanka. Mira aż zatrzęsła się ze strachu, przeszła w najdalszy kąt padoku i czekała.

Wokół niej pojawiło się dużo ludzi. Pani podeszła i złapała ją za kantar , przyprowadziła do wyjścia i przekazała jakiemuś obcemu dla Miry człowiekowi. Zawiódł ją pod samą bukmankę. Wtedy ktoś wepchnął Młodego do pojazdu :

-Nie wchodź tam- krzyknęła Mama

Ale było już za późno. Z dużym niepokojem weszła za nim. Wtedy zamknęła się tylna klapa, a Meteor zapytał:

-Gdzie my jesteśmy? I....i czemu tu tak ciemno ? Boi...

Lecz bukmanka właśnie ruszyła, a Młody nie umiejąc złapać równowagi przytulił się do Miry.

-To jest taki ,,wóz'' w którym ludzie wożą konie żeby je sprzedać.

-Czemu by nas chcieli sprzedać ?

-Nie wiem kotku.

Meteor na chwilę myślał o tym, co Mama powiedziała. W tym czasie bukmanka stanęła, ludzie weszli by je wyprowadzić i otworzyła się klapa. Kiedy wyszli Mira zarżała, a wtem, ku jej zdziwieniu odpowiedział jej zgodny chór koni. Gdy weszli do stajni, każdy koń obrócił głowę by zobaczyć, co to za nowy mieszkaniec przyjechał.

 

-Cześć

-Hej, witaj                                                                                                                          

-Kim jesteś?

Wołały wszędzie konie. Mira odpowiadała nieco posępnie, każdemu po kolei marne ,,cześć''. Potem weszła do boksu i zaczęła wąchać ściółkę.

Młody też to zrobił lecz wtedy usłyszał:

-Cześć. Jak się nazywasz ?

-Meteor, dla przyjaciół Młody. A ty ?

-Nazywam się Matrix

Niestety przerwała im Mira:

-Synku, to nie jest towarzystwo dla ciebie!

Wtedy wyskoczyła na nią Malta:

-Patrz na siebie jędzo

Mirę aż paliło z wściekłości, ale opanowała się i tylko kopnęła odruchowo w mur. Pomyślała, ,Jak będzie okazja to jej  pokażę że ze mną się nie zadziera.

Tym czasem :

-Matrix?

-No

-Kto to jest ? Tam koło ciebie?

-To moja mama. Trochę straszna nie ?

-Straszna? -to chyba mało powiedziane

-Ee ...nie przesadzaj ona tak zawsze  na nowych.

-A cha- Meteor schylił się po siano

-E widzę że masz kantar. Dałeś sobie go nałożyć ?!-zdziwił się sąsiad

-Nie mogłem nic poradzić. Ich było dwóch i w dodatku zabrali Mamę

-Aaa.. to co innego-przyznał Matrix.

-A tak apropos to co sądzisz o ludziach ?-zagadnął Młody

-Mama mówi że oni są bardzo źli i że trzeba trzymać się od nich z daleka

-Moja mama podobnie sądzi, ale mówi, że jej pani jest inna.

Przerwali rozmowę bo matki wezwały ich na mleko. Potem pokładli się spać.

-Dobranoc Matrix!

-Miłych snów Młody I zasnęli w ciszy i spokoju.

       Następny dzień Meteora rozpoczął się słonecznym porankiem.

Rano dostały owsa i siana w dość dużych ilościach, co zdziwiło zarówno Mirę jak i Młodego. Potem wyszły na dwór.

Wtedy zdziwienie Meteora wzrosło jeszcze bardziej. Na ogrodzonym terenie nie było ani ździebełka trawy-Co ja teraz będę robić jak będzie nudno-zmartwił się. Nie chciał brać przykładu z Mamy, gdyż ona stała w miejscu i nic nie robiła. Później zasmucił się jeszcze bardziej, bo przypomniała mu się ciotka Siwa, która zawsze się z nim bawiła. Po zejściu z wybiegu resztę dnia spędzili w boksie. I znów zdziwienie bo popołudniu dostały owsa, a potem jeszcze raz wieczorem.

Większość dni mijała podobnie poza tym że czasem Mamę zabierała pani żeby ją wyczyścić.

Nie martwiło to Młodego, gdyż zawsze Mira była czyszczona przy kratkach ich boksu.

 

III. Nie ma jak dobry przyjaciel

 

Nastał ten dziwny dzień. Po jedzeniu wypuścili ich na wybieg, ale nie samych. Na wybiegu stała już Malta z Matrixem Meteor na początku go nie poznał, bo za kratkami wyglądał na wyższego.

Po chwili sporów między matkami nastąpił spokój, wtem Matrix zrobił parę kroków w stronę sąsiada .

 Młody z początku nie zauważył go, lecz później również zbliżył się. Stali na samym środku wybiegu, a po kątach cały czas czujne matki spoglądały na nich zarówno z ciekawością jak i z lekką obawą.                                                                                        

-Jak się masz Młody ?

-W pożąsiu !

-Pobawisz się ze mną ?-zapytał Matrix

-Jasne tylko w co ?

-Na przykład w berka! -zawołał radośnie, gdyż mama nigdy nie miała czasu na taką zabawę

-Dobra ..... ale ty go masz- i Meteor uszczypnął go zębami

Matrix oddał mu wykrzykując :

-Nie to ty go masz- i w tej chwili zaczął mu uciekać

Ganili się tam i z powrotem zatrzymując się, by trochę się podrażnić szczypaniem nawzajem.

Robili też dłuższe przerwy, aby napić się mleka.

Od tego czasu zawsze chodzili razem na wybiegi. Młodemu bardzo się to podobało, gdyż Matrix zawsze chciał się z nim bawić i prawie w ogóle się nie męczył więc zabawa cały czas trwała. Jedyna rzecz, która go dziwiła to zwane przez Matrixa- tarzanie się. Mama Matrixa robiła to zawsze po wejściu na wybieg. Matrix powiedział mu tak :

-Wiesz to chyba musi być coś przyjemnego

-Skąd wiesz ?

-No bo chyba by mama tego nie robiła gdyby było nieprzyjemne

-Sam nie wiem.

Myślał Młody nad tym dość długo, aż w końcu odważył się zapytać :

-Czemu pani się tarza ?

-Bo to jest mały skrzacie bardzo miłe.

-A czemu jest przyjemne i miłe ?

-Tarzając się drapie się w tych miejscach gdzie zębami nie da rady. A poza tym sprawia mi satysfakcję wyraz twarz ludzi, którzy mnie potem czyszczą.

A jednak Matrix miał racje- pomyślał Meteor, aby się upewnić spytał jeszcze Mamę :

-Mamo

-No ? Co ?

-Co myślisz o tarzaniu ?

-Myślę że to strata czasu i że niszczy sierść- tak mówiła mi moja matka

-Na czy mówisz że to jest złe ?

-No właśnie.

Podsumowując to co powiedziały mu mamy Młody stwierdził, że jest to coś zupełnie osobistego i że nie jest warte to aż takiej uwagi.

Następnego dnia poznał nowego kolegę- był nim Daktyl. Bardzo miły i sympatyczny konik. Najgorsze było to, że on nie miał mamy.

Meteor wolał wprawdzie Matrixa, ale czasem bawił się z Daktylem.

 

IV. Co to jest spacer po lesie ?

 

    Niedawno wstało słońce, niebo było jeszcze różowawe, a ptaki zaczęły swój świergot.

Młody otrzepywał właśnie resztki snu :

-Cześć Meteor !

-Hej już wstałeś leniuchu, niemożliwe.

-Cha, cha ale śmieszne- oburzył się Matrix

-No nie bądź taki, lepiej powiedz jak ci się spało

-Ach, dobrze jak zawsze!

-Za chwile będzie śniadanie. Patrz już idzie!

Wzięli się za zajadanie sianka, a Młody nawet podjadł Mamie trochę owsa. Dziś nie wyszli na dwór,

ale i tak działy się ciekawe rzeczy.

-Meteor?

-No

-Widzisz tego konia naprzeciw

-No

-To to jest mój ojciec Historyk, a tam obok jest mój brat Zigi

-Eee fajną masz rodzinkę, wszyscy w łaty, oprócz mamy.

-Nie, ponoć mam jeszcze dwie starsze siostry, jedną karą, a drugą gniadą.

Tą rozmowę przerwała im pani Miry. Weszła do boxsu i zaczęła czyścić Mamę, a potem przyniosła takie coś, co ewidentnie smakowało Młodemu. Założyła to Mirze a potem przyniosła taki kocyk, który tak się spodobał Meteorowi, że postanowił zdjąć go z grzbietu klaczy. Dziewczyna się na niego zdenerwowała:

-Puść ten czaprak ty głupi ośle- wrzasnęła

,,Jaki czaprak, o co tu chodzi, a po za tym nie widzę tu żadnego osła i co to znaczy głupi ?” - pomyślał Młody

Tymczasem ona go zabrała, położyła na prawidłowe miejsce i przycisnęła siodłem- tak nazwała to Mama. Meteor stwierdził, że to bardzo fajna rzecz i do tego tak fajnie smakuje. Parę razy odepchnęła go od mamlania siodła i coś mówiła, ale on nie słuchał, to było takie miłe zajęcie.

Po chwili Mama zaczęła za nią wychodzić, no to on też wybrał się. Stanęli na dworze przed stajnią :

- Napij się jeszcze mleka bo potem nie będzie jak- powiedziała Mama

Napił się tego mleka oczywiście powoli nigdzie się nie śpiesząc.

Później odstąpił od Mamy i stało się coś dziwnego. Na Mirę wsiadła ta dziewczyna i Mira ruszyła. Meteor chciał sprawdzić, czy on by też nie mógł wskoczyć na Mamę, ale najpierw coś go uderzyło, a potem Mama się na niego wściekła.

-Ja tylko próbowałem- i zrobił ten nie winny pyszczek

-To lepiej więcej nie próbuj, bo się może źle skończyć-odparła złośliwie

I właśnie w tej chwili Mama ruszyła kłusem- trochę go to zdziwiło bo w końcu Mira nie lubi się męczyć, a jego zdziwienie zwiększyło się jeszcze bardziej kiedy Mama zagalopowała. Starał się ją prześcignąć, ale była za szybka.   

-Ale frajda- wykrzykiwał pędząc z całych sił za Mamą

No potem chwila odpoczynku w stępie i zatrzymanie na mleko.

-Ej Mamo nie wiedziałem, że ty tak szybko biegasz

-No to było w miarę wolno syneczku - odpowiedziała uśmiechając się do niego

-Nic, pora do stajni- powiedziała dziewczyna siedząca na Mirze

No i ruszyli na przód przed siebie, lecz Meteora zaciekawiło coś w trawie :

- Młody! Młody wracaj tu- krzyczała dziewczyna

Meteor odwrócił głowę, Mama była już hen daleko i do tego galopowała:

-Czekaj Mamo! Mamo- wołał przeraźliwie rżąc w jej stronę i szaleńczym pędem galopując

-Czekam, czekam! Nie przesadzaj przecież bym cię tak nie zostawiła

-No nie wiem tam było tak strasznie-ciężko jeszcze oddychając odpowiedział

Wrócili do stajni:

-Ej gdzie byłeś?- spytał sąsiad

-Mama mówi, że to się nazywa- spacer po lesie

-Moja Mama też na takie coś czasem wychodzi, tylko ci głupi ludzie nigdy mnie nie chcą z nią puścić

-Szkoda bo tam jest tak pięknie, tyle trawy, łąk, lasów no i Mama się ze mną ścigała

-No i co

-No i nic była za szybka , następnym razem ją prześcignę

Zaczął zajadać sianko i marzył o tym, jak na wielkich wyścigach konnych ogłoszą go za zwycięzcę- wszyscy będą klaskać, dadzą mu medal i w ogóle będzie podziwiany.

Następny dzień rozpoczął się pięknym porankiem. Ptaki jak zwykle wleciały rano do stajni i zaczęły swój świergot. Od rana w stajni istniała jakaś taka dziwna wrzawa, Meteor wciąż się zastanawiał dlaczego:

- Ponoć ma dzisiaj przyjechać nowy koń – mówił wujek Historyk

-Nie dwa mają przyjechać- przekrzyknął go Zigi, skacząc z radości

-Nie to ma być jeszcze jedna matka ze źrebakiem- przerwała im ciotka Malta

-Nie może być bo nie ma już wolnego boxsu- odezwał się Młody

-Nie martw się jakoś to upchają- powiedział Historyk

Rzeczywiście przyjechał nowy koń, tak jak mówiła ciocia była to klacz ze źrebakiem ,młodszą od Meteora klaczką. Wstawili je do boxsu łaciatego wujka, a jego postawili bliżej wyjścia na stanowisku. Nie był z tego szczególnie zadowolony, ale on zawsze był dżentelmenem więc nie chował urazy do nich.

-Cześć, jak masz na imię mała- odezwał się pierwszy, Młody

-Balbinka, a ty ?-odezwała się trochę cichym i łagodnym głosem

-Meteor, dla przyjaciół Młody

Nie pogadał z nią długo, bo właśnie weszła dziewczyna i zaczęła siodłać Mamę

-Jest ! Znowu jedziemy, jupii!!- cieszył się jak szalony

-Ej Młody, tylko mi tu nie zwariuj !- śmiała się z niego Sońka- bo tak się nazywała, Meteor dowiedział się tego niedawno, jak podsłuchiwał rozmowę między dwunogimi

No wyszli na dwór, Meteor napił się mleka i mogli ruszać, lecz dzisiaj daleko nie odjeżdżali, wjechali na taką ogrodzoną łąkę, na której było wysypane coś  dziwnego

-Aaa , Mamo co to jest !- wystraszył się Młody

-To jest Maneż ty głuptasie – odpowiedziała mu dziewczyna

Mira chodziła wokół ogrodzenia, a on postanowił po rozglądać się po terenie.

Na środku maneżu stało se takie kolorowe coś, wyglądało jak trzy belki oparte na stojakach:

-To jest przeszkoda, przez to się skacze, ale ty jesteś za Młody

-Ja, ja tego nie skoczę, chyba nie wiesz z kim rozmawiasz- oburzył się trochę

No, powąchał to jeszcze przez chwilę, a potem, zrobił duży skok.

Zagalopował do Mamy i z wielką radością brykał powtarzając:

-Ale ze mnie skoczek- cha nikt ze mną nie wygra!

-No dobra, dobra Młody, daj se już spokój bo mi przeszkadzasz w jeździe- krzyknęła na niego Mira. Później wrócili do stajni no i cały dzień siedzieli już pod dachem

 

V. To się nazywa miłość od pierwszego słowa     

 

  No i zaczął się nowy dzień, tym razem obfity w deszcze, więc Meteor jeszcze długo leżał na słomie myśląc o tych spacerach po lesie, wspominając sobie to co poznał:

-         Ej Matrix wstałeś już

-         No prawie, tylko mi się nie chce podnosić

-         Mi też, taka pogoda jest bez sensu

-         E tam nie przesadzajcie

-         Hej, widzę, że już wstałaś mała- i zerwał się na cztery nogi

-         No fakt wstałam, ja nie jestem taki śpioch jak wy!

-         Widać, widać- wtrącił Matrix również wstając

Właśnie wtedy przyszedł stajenny i dał im wodę. Potem dostały siano:

-         I co ja będę robić przez ten cały dzień- myślał Młody

-         Nie wiem, będziesz jeść siano na przykład- i zaśmiała się cicho

-         A potem będę mieć taki brzuch jak ciocia Malta- nie dziękuję

-         Eee nie ciocia Malta jest kucem huculskim, a one takie brzuchy mają

-         Mądra się znalazła- obraził się Matrix

-         Ej nie przesadzajcie- czy wy naprawdę musicie się kłócić

-         Bo ona jest taka mała i nic nie rozumie

-         Przestań!- krzyknął na niego Meteor

Zapadła cisza. Matrix obrażony odszedł od ściany, która dzieliła ich boxy, a Balbina wzięła się za jedzenie siana. Deszcz padał nie ustanie pukając w okna stajenne i odbijając swoje echo od ścian. Do stajni weszła Sońka, podeszła do jego boxu:

-         Cześć Malutki, jak tam Mirka?

Przeszła stajnię do końca i wróciła:

-         No to co Młody, jedziemy nie?

-         Jupii! Już myślałem że w taką pogodę to ona zrezygnuje

-         Ej, a gdzie jedziecie, z kim jak i dlaczego?- zapytała młoda sąsiadka

-         No na spacer po lesie!

Dziewczyna zaczęła czyścić Mirę, parę razy przejechała też Meteora szczotką:

-         Nie będę jeździć z takim brudnym źrebakiem bo sobie jeszcze wstydu narobię

,,Co ona mówi, ja przecież nie jestem brudny i w ogóle to co to jest ten wstyd”- myślał Meteor. Pogryzł sobie trochę tą szczotkę i okrążył Mamę galopem. No wyszli na świeże powietrze:

-         Eee wcale tak mocno nie leje

-         Też tak myślę- odezwała się Mama

Pojeździli po okolicy, Młody po raz pierwszy zobaczył psa i nawet udało mu się na chwilę prześcignąć Mirę w galopie. Potem się wywalił bo wybiegł za daleko przed Mamę, a tam było ślisko. Później trzymał się już Matki i nie oddalał się.

Wrócili do stajni:

-         No i co Meteor- zmokłeś

-          Nie- odpowiedział wesoło młodej klaczce

Następnego dnia spotkał ją na wybiegu :

-         Wreszcie widzę cię nie przez kraty 

-         A no, pogonimy się trochę

-         Nie ma sprawy

Dziennie chodził już z Balbiną na dwór, a Matrix pewnego dnia zniknął. Ciocia Malta powiedziała mu, że go sprzedali. No ale Młody nie widział już świata poza Balbiną, wszędzie chodzili razem, wszystko robili wspólnie. Każde rozstanie przeżywali jak wieczność, a każde powitanie jak jakieś spotkanie po latach. Wszyscy mówili, że świetna z nich para, choć nikt za nimi nie przepadał :

-         To są małolaty, jeszcze nie wiedzą co ich czeka- mówił Historyk

-         Ech niech się cieszą młodością – mówiła ciotka Malta ze smutkiem- jak ich ludzie dopadną, to będzie już koniec

-         Nie szkoda by ich było- mówiła inna ciotka nieznana jeszcze Młodemu

Takie pogawędki odbywały się w tej stajni, życie jak z jakiegoś romansu w telenoweli- słodkie ale smutne. No ale na razie Meteor i Balbina cieszyli się źrebięcym życiem. Przyjaźniąc się i nawzajem przeżywając problemy światowe żyli sobie tak w tej stajni o nazwie ,, Areta” i nie podejrzewali żadnych zamiarów ludzkich.  

         

VI. Rozstanie

 

...Następny piękny poranek rozpościerał się za oknami stajni kiedy Młody otworzył oczy. Teraz była już późna jesień. Meteor nie był już tym samym beztroskim, malutkim źrebaczkiem. Jego wygląd był coraz bardziej poważny. Miał już teraz dość długą, gęstą i czarną grzywę, jego ogon też był już wcale długi. Lecz nie zmienił się tylko wygląd, żył już sześć miesięcy na tym świecie, więc wiele rzeczy nie było dla niego aż tak nieznajome. Dalej był tym samym Meteorem, a jednak czas troszkę go zmienił. Częściej teraz rozmyślał nad swoim, w sumie nie za długim życiem na tym niezbadanym i ,,obcym” świecie. Mimo wszystko wciąż kochał zabawę, biegał, gonił się z Balbinką. Dziś jednak zachowanie ludzi i zwierząt go nie lada zdziwiło:

-         Młody co tak stoisz?

-         Hmm...?

Podniósł oczy. Przed nim stała Sonia z dość ciekawską miną. W stajni panował mały zgiełk, a niektóre konie zostały przestawione na inne stanowiska. Młody dziś nie miał za bardzo humoru, więc mało go to interesowało. Teraz jednak zauważył, że dwa stanowiska koło siebie są puste:

-         Ktoś ma przyjechać? Jakiś koń?

-         Z tego co mi wiadomo to nie- odezwał się Zygzak, który zawsze o wszystkim informował Meteora. 

Zygzak mało wychodził na dwór, bo zawsze uciekał, więc bardzo dużo czasu spędzał w stajni na podsłuchiwaniu ludzkich rozmów.

Tymczasem dziewczyna wróciła wraz z skrzynką do czyszczenia, wyciągnęła go z boxu i zabrała się za jego kopytka. Po chwili jednak:

-         Młody coś ty taki smutny? Boli cię coś?

Młody nie mógł jej odpowiedzieć, bo ludzie nie rozumieją końskiej mowy ale chciał powiedzieć

-         Tak serce !

Dlaczego? Może dlatego, że Meteor miał dziwne przeczucia. Może dlatego, że długo zastanawiał się nad tym, dlaczego Mira się nim już tak nie przejmuje, bawić się z nim nigdy nie chciała, ale teraz zrobiła się strasznie smutna-co jak widać wkrótce wpłynęło również na Młodego. Jedynymi osobami, które zabawiały go i rozśmieszały często do bólu były Sonia i Balbinka.

Pani zdążyła go wyczyścić umyć i wysmarować mu kopyta, a on wciąż stał jak skała. Wreszcie nie wytrzymała, bo było jej równie smutno z powodu niego. Podeszła do jego główki i stanęła przed nim, pogłaskała i wymawiała powolne słowa piosenki ,,konik na biegunach”. Młody lubił jej słuchać zarówno tak jak jego Matka. Śpiewała ją jak kołysankę, i głaskała, głaskała, głaskała...

Młody prawie usnął, gdyby nie to ze dziewczyna przestała. Przytuliła się do niego i starała się jak mogła pocieszyć Młodego. W pewnym sensie udało jej się to praktycznie do końca, orzeźwiła go również Balbinka z którą, wraz z matkami poszedł na łąkę. Poganiał się z nią w berka, pobrykał, jednym słowem wyszalał się. Popołudnie minęło mu miło i dość szybko.

Później wrócili do stajni. Wtedy to właśnie Młody zrozumiał przeznaczenie stanowisk. Zamiast do jego dotychczasowego boxu zaprowadzono go na stanowisko. Ku jego szczęściu postawiono koło niego Balbinkę, a za nią stała Mama i Rubin. Właśnie Rubin Meteora ostatnio zaciekawił, gdyż pani Meteora i Miry częściej go czyściła. Młody usłyszał też od Zygzaka ze Rubin też należy do Sońki. Wątpliwości te potwierdziły się ostatnio. Jednak Sonia się nim mało zajmowała, raczej przychodziła do Rubina mama opiekunki Młodego. Co już w ogóle zaskoczyło Meteora, że owe istoty jak ludzie mają Mamy. Ale teraz zajął się oględzinami nowego miejsca, na którym teraz stał.

Jego ruchy ograniczał łańcuch co z początku w ogóle Meteora nie wzruszyło. Próbował się także obracać na boki, z tym też nie miał problemów i stwierdził że stanie w stanowisku na szerokość jest o wiele ciekawsze i do tego się więcej widzi. Przyszła do niego pani :

-         No i jak podoba się?

W sumie Meteorowi się podobało to nowe miejsce- lubił zmiany, nowe rzeczy zawsze go interesowały. Teraz dostał nowy kantar, czerwony, podszywany czymś miękkim co nawet mu odpowiadało. Dziewczyna pogłaskała go, poklepała i wtuliła się w jego sierść, dość długą już jak na jesienne dni. Długo u niego siedziała w tym stanowisku. Siedziała rzeczywiście, usiadła sobie na świeżej ściółce i patrzyła ,,rozmawiając” z Młodym. Dziwnym sposobem potrafiła odgadnąć jego myśli i zawsze odpowiadała mu na pytania, których nie zadał, lecz chciałby zadać w ludzkim języku. W końcu wyszła od niego i zobaczył, jak wchodzi do stanowiska Miry by ją wyczyścić.

Meteor poskubał trochę słomy, aż w końcu się położył. Mała przestrzeń w sumie w ogóle mu nie przeszkadzała, a zabawa łańcuchem trochę wyganiała jego znudzenie. Teraz drzemał sobie tak i odpoczywał. Do boxu weszła pani. Już chciał wstawać, ale położyła rękę na jego zadzie :

-         Nie wstawaj Młody !

Przeszła do jego głowy, uważając pilnie na jego nogi, kiedy dotarła do przedniej części stanowiska przykucnęła i pogłaskała Meteora. Młodego zaciekawiło dość takie zachowanie. Po chwili wyciągnęła z kieszeni jabłko i dała mu je. Taa Meteor kochał jabłka, położyła się koło niego i mówiła o przyszłości. O zawodach, o jakiś zwycięstwach, o sławie. To też zawsze lubił Młody, sława to było to, chciał być kiedyś najszybszym, najskoczniejszym źrebakiem. Później doszedł do wniosku, że przecież i tak nim jest. Dzień zakończył się pięknym różowawym zachodem słońca. Teraz Meteor więcej widział przez okna, więc bardzo mu się spodobał ten zachód. Zamknął oczy, położył głowę na nogach i zasnął. Śniło mu się coś dziwnego, niezwykle dziwnego zobaczył we śnie siebie i Balbinkę stojących na wybiegu. Z nieba sypało coś białego...

                                                                                  

VII. Bielawa, Zair i Rubin

 

Poranek zaczął się jak zwykle w wiosnę piękną pogodą. Słońce promieniło się za oknem stajni kiedy Młody obudził się:

-         Dzień dobry kochanie

-         Cześć mamo

-         Cześć Młody

-         Cześć Balbinka, jak tam, długo już nie śpisz?

-         No trochę

Gadał z nią przez dłuższą chwilkę, aż nie przyszedł czas na jedzenie. Kiedy stajenny umieścił siano w kratkach, Meteor wziął się do zajadania pysznego, świeżego jedzenia. Miał wielką nadzieję, że pojedzie dziś na spacer, ponieważ bardzo lubił w taką pogodę przechadzać się po lesie. Jednak po jedzeniu najpierw poszły na wybieg. Aha też miał nie lada niespodziankę, owszem poszedł na ten sam wybieg w tym samym miejscu, ale nie z tymi samymi końmi, jak zawsze. Teraz na wybiegu stały dwa czarne, dorosłe konie, wesoło gawędzące. Meteor przywitał je radośnie, lecz Mira tylko łypnęła na nie krzywo okiem i poszła w jakiś kąt.

Młody podszedł powoli do nieznajomych, okazało się, że te dwa konie mają na imię Rubin i Bielawa, która była pół siostra Matrixa. Meteor pamiętał jak mu o niej przyjaciel mówił,  ale nie wiedział ,że jest taka piękna, bo przecież Matrix był trochę grubiastym, łaciatym i kucykowatym konisiem. Przed nim zaś stała nie za wysoka, smukła klacz w karym kolorze, tak karym, że nawet słońce nie prześwitywało przez jej sierść. Miała długą, falistą, czarną grzywę i długi piękny ogon. Istna końska Afrodyta. Koło niej stał Rubin, gruby skarogniady koń o wesołych oczach i zabawowym spojrzeniu. Kiedy Meteor się zbliżył Bielawa parchnęła na niego:

-         Ach same przedszkole

-         Nie przesadzaj Bielawa, cześć Młody!

-         Cześć

Czarna piękność odeszła, a Młody gadał teraz chwilkę z Rubinem, śmiejąc się z nim i szczypiąc po kantarach miło spędzili parę chwil, aż wreszcie przyszła Sońka. Podeszła do płotu ogrodzenia i zawołała Meteora:

-         Choć no tu, mały książę !!

Młody pośpiesznie przybiegł do niej, gdyż z daleka już widział lśniące, czerwone jabłko w jej ręce.

-         No jak jedziemy na spacer?- Młodemu zaiskrzyły się oczy

-         No jasne !

Poszła dalej do stajni przywitać się z resztą koni. Wróciła z paroma ludźmi, którzy kolejno połapali konie. Meteora zdziwił fakt, że wszystkie konie poszły do stajni, prócz Bielawy, którą puszczono wolno. W stajni dziewczyna wyczyściła Mirę i osiodłała ją, dla Młodego był to czas zabawy, gdyż uwielbiał przeszkadzać jej w robieniu czegokolwiek przy matce. Nie ze złości, po prostu z czystej ciekawości i odrobiny dobrego humoru. Pani zazwyczaj tylko się śmiała z jego głupot i zazwyczaj powtarzała ,,ach ty głupi młody źrebaku” .Nad tym zdaniem Meteor zawsze się zastanawiał, bo wciąż nie wiedział co to znaczy ,,głupi” doszedł lecz kiedyś do wniosku, że musi to być jakieś pochlebstwo skoro jego ,,nowa” pani tak go nazywa dość często.

Wyszli po pewnym czasie na dwór:

-         No pij Młody bo zaraz jedziemy

Lecz Meteorowi nie chciało się teraz pić mleka, więc po krótkiej chwili Sonia wsiadła na Mirę i ruszyła. Gdy Młody podążając za nimi usłyszał jak dziewczyna krzyczy coś do drugiego człowieka, źrebak zaczął się rozglądać, o co idzie ta afera. No i w końcu zauważył. Afrodyta, bo tak postanowił nazywać czarną klacz, niedawno poznana, pasła się wolno i zmierzała w kierunku jego i matki. Kiedy ocknął się z rozmyślań usłyszał tylko urywek rozmowy:

-         ...No dobra możesz iść Bielawa, ale masz nie przeszkadzać mi tu !

To był głos pani Meteora, a gdy tylko to wypowiedziała Afrodyta przybiegła do nich i się przywitała:

-         No to co mogę iść z wami prawda?- Mira zrobiła dobrą minę do złej gry, nie przepadała za innymi końmi.

-         Jak musisz !

Młody zaś dostrzegł w głosie Bielawy pewną zmianę, tak jakby szacunek do niego. Stwierdził lecz, że jest to przejaw taki, a nie inny wyłącznie z powodu bliskiej obecności jego pani, a zwłaszcza jego Matki, która lada chwila mogła pogryźć i pokopać Bielawę.

Mimo wszystko spodobała mu się ta zmiana. Afrodyta ożywiła troszkę ten mały zastęp. Kiedy Mira snuła się powoli stępem, Bielawa zaczepiała Młodego zachęcając go do zabawy, a to w berka, a to w zwykłe bieganie i brykanie. Zdążył ją już polubić, a przede wszystkim dlatego, że ona się z nim bawiła.

Taki spacer był jedyny w swoim rodzaju, ale Młody w późniejszych dniach natknął się na Zaira. Owy koń miał dość dziwną maść. Niby był srokaty, ale jego łaty były siwe, do tego miał jedno niebieskie oko. Swoim wyglądem rozśmieszył Meteora. On również okazał się fajnym i zabawowym towarzyszem spacerów, tyle tylko, że on nie biegał tak samowolnie jak Afrodyta. Był młodym ogierem, miał jakieś 2,5 roku, i jeździł przed Mirą, a na nim siedziała dziewczyna, która była przyjaciółką jego pani. Ku zdziwieniu Młodego, był strasznie strachliwy w miejscach w których Młody nigdy nie zauważał niebezpieczeństwa, on wpadał w małą panikę. Innym razem Młody natknął się na Imitację. A stało się to w dość ciepłym letnim dniu. Młody właśnie wracał z mamą ze spaceru i był już dość zmęczony. Kiedy przechodzili koło wybiegu. Konie na nim zaczęły się trochę żywiej ruszać, trochę to mało powiedziane. Meteor chwilę się na nie zapatrzył. Zauważył siwą klacz, nie za wysoką, która pędziła na ogrodzenie. Miał wrażenie, że zaraz się rozbije o płot. Imitacja jednak ani się nie roztrzasnęła, ani nie zahamowała. Wielkim susem, aż zanadto wielkim jak na ten płot przeskoczyła ogrodzenie dzielące drogę i wybieg. Wpadła miedzy Mirę i Meteora, jak oszalała zaczęła Młodego szturchać i podgryzać do zabawy, on jednak nie miał ochoty, więc położył uszy i dobiegł do mamy. Podniecona klacz zaczęła robić kółka kłusem wokół Mamy i niego. Sonia się na nią bardzo zdenerwowała, a Meteor usłyszał słowa:

-         Ty głupia krowo gdzie się tu pętasz, uważaj bo jeszcze oberwiesz kurcze!

Meteor zaczął się zastanawiać, usłyszał słowo ,,głupia” lecz teraz brzmiące strasznie chłodno i bardzo niemile. Doszedł więc do wniosku, że to słowo ma dwie strony dobrą i złą. Dojechali do stajni, w tym czasie Imitacja zdążyła zarobić trzy bolesne kopniaki od Miry, co ją w ogóle nie wzruszyło. Dalej biegała wokół nich jak oszalała.

Potem, jak dotarli przed drzwi stajni, złapano ją i wsadzono na swoje stanowisko. Mira i Meteor z kolei poszli na łąkę, gdzie później Młody spotkał się znów z Balbinką.

 

 

                                                                                           Sonia

 
 

 

Uwaga! Materiały znajdujące się w tym dziale są własnością ich autorów. Wszelkie rozpowszechnianie, przetwarzanie
lub umieszczanie na innych stronach bez ich zgody - zabronione!

 

Strona Główna